poniedziałek, 14 października 2013

Portret " Barbara " akwarela

Szczęściara
W dowodzie obcy wpisali pesel,
odbicie w lustrze w wiecznych pretensjach,
czas bez hamulców - więc fama niesie,
że kiepska "moja, ostatnia wersja".

Ja się nie dziwię szeptom, uśmieszkom

- zauważyłam już dawno sama:
(zadowolenie widokiem przeszło)
constans jest tylko lustrzana rama.

Na nic się zdały ogórków tony

- polane miodem zdechły na twarzy,
mąż na ten widok, jak poparzony
wrzeszczał, nim mumię ze mną skojarzył.

W walce z naturą, ciągle na tarczy;

przestałam straszyć własnego chłopa,
na nic balsamy, bo uwiąd starczy
i nawet portfel w inercję popadł.

Chociaż nie wchodził w grę żaden botox,

lifting, ścieranie wiązką lasera;
niech się policzki i usta gniotą,
a starość z oczu nawet wyziera...

Czas się zapoznać z tumiwisizmem

- myślałam sobie, nie bez goryczy.
Nagle siurpryza (ogromna przyznam)
- szczęściara! pewien znajomy krzyczy.

Nie wierzę oczom, patrząc na portret

namalowany ręką artystki:
najmniejszej zmarszczki, oczęta modre,
usta całuśnie - jak nowe wszystko!

I problem z głowy! Obraz już w ramie,

całość jest constans, ja w akwarelach
- pędzel malarki przecież nie kłamie!
A lustro... nigdy się nie pozbiera.


autor: Barbara Deckert